Ustawa refundacyjna miała być okrętem flagowym reform minister Ewy Kopacz. Dowodzący obecnie tym „statkiem” minister Bartosz Arłukowicz utknął na mieliźnie i zanosi się na to, że nieprędko z niej wypłynie.

Efektem protestu lekarzy i aptekarzy jest utrata zaufania wszystkich do wszystkich. Oba samorządy zawodowe pokazały, że nie reprezentują nikogo poza wąską grupą działaczy, minister Arłukowicz pokazał zaś, że jest w stanie się ugiąć pod warunkiem, że wystarczająco długo się go naciska. Po fali medialnej krytyki zmienił zawartość listy leków refundowanych, a ręcznie nią sterując, zaprzeczył idei ustawy refundacyjnej. Jednym z jej głównych założeń miała być bowiem przejrzysta procedura wpisywania i usuwania leków z wykazu leków refundowanych.
Gdy ugiął się także premier i postanowił wykreślić z ustawy refundacyjnej zapis o karach dla lekarzy, żądania zaczęły się piętrzyć. Lekarze przeciągali protest tak długo, jak tylko mogli, mówiąc, że dopóki zmian nie zobaczą na papierze, dopóty protestować nie przestaną. Ta nieufność się opłaciła, bo poprawiając ustawę, spełniono większość postulatów medyków, ale pominięto farmaceutów. Tym samym wykreowano nowy konflikt.
Cały tekst przeczytasz w najnowszym wydaniu Pulsu Medycyny nr 1 (240).
NIE MASZ JESZCZE PRENUMERATY NA 2012 ROK? NIE CZEKAJ, SPRAWDŹ AKTUALNĄ OFERTĘ PULSU MEDYCYNY